close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • AKTUALNOŚCI

  • 17 listopada 2017

    Wystąpienie premier Beaty Szydło podczas XV Forum Polityki Zagranicznej, zorganizowanego przez PISM w dniu 9 listopada br.

    "Szanowny Panie Ministrze,

    Ekscelencje, Panie i Panowie Ambasadorowie,

    Panie i Panowie Posłowie,

    Panie Dyrektorze,

     

    XV Forum Polityki Zagranicznej odbywa się w dwa lata po ukonstytuowaniu się obecnego rządu. To wystarczający czas, by pokusić się o krótkie podsumowanie tego, co udało się nam dokonać. Zapowiadaliśmy, że uczynimy nasz kraj bardziej bezpiecznym, że zaczniemy aktywnie zabiegać o polskie interesy w Unii Europejskiej, że mocną stroną polskiej polityki zagranicznej będzie jej silne osadzenie we współpracy regionalnej oraz że zacznie ona odzwierciedlać oczekiwania i ambicje obywateli Rzeczypospolitej. Obietnic dotrzymaliśmy.

    Pozycja międzynarodowa Polski jest dzisiaj dużo mocniejsza niż przed dwoma laty. Stało się to za sprawą wysiłku całego rządu, Pana Prezydenta oraz polskiej dyplomacji.

    W dziedzinie bezpieczeństwa przełomem był ubiegłoroczny szczyt NATO, podczas którego ustanowiona została znacząca obecność wojskowa Sojuszu na terytorium Polski. Spełniło się marzenie pokoleń Polaków: Po raz pierwszy w dziejach najnowszych nasze bezpieczeństwo opiera się nie tylko na traktatowych gwarancjach, lecz na realnej sile naszych sił zbrojnych, oraz także naszych sojuszników
    i na partnerskiej współpracy z nimi. Nie byłoby to możliwe bez pozytywnego zwrotu w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi. Jego przejawem były wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie oraz dyslokacja w naszym kraju dodatkowych wojsk amerykańskich.

    Decyzje z Newport i z Warszawy na trwałe zmieniły sytuację geopolityczną Europy Środkowej i Wschodniej. Będziemy dążyć do utrzymania tej pozytywnej dynamiki.

    Dwa lata temu nasz region nie istniał jako punkt odniesienia na politycznej mapie Europy. Dzisiaj każdy, kto odpowiedzialnie myśli
    o przyszłości naszego kontynentu, musi podjąć dialog z krajami środkowo–europejskimi. Grupa Wyszehradzka, Wyszehrad Plus, Inicjatywa Trójmorza, Dziewiątka Bukaresztańska – każda w swojej dziedzinie - są dzisiaj ważnymi uczestnikami procesów politycznych w Europie. Jest to dostrzegane i doceniane przez polityków ze Stanów Zjednoczonych, Europy, Chin.

    Czasami nasza asertywność budzi irytację, jest hamowana. Nie ma
    w tym nic dziwnego – jesteśmy skuteczni w zmienianiu europejskiej sceny politycznej, podczas gdy inni usiłują bronić swoich interesów, utrzymując status quo. Polska polityka zagraniczna cieszy się jednak wysokim autorytetem międzynarodowym. Bezprecedensowa liczba 190 głosów, przy dwóch wstrzymujących się, za przyznaniem Polsce miejsca niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ jest tego najlepszym dowodem.

     

    Szanowni Państwo,

    Zbliża się 100. rocznica odzyskania niepodległości. Zaczniemy ją obchodzić w styczniu przyszłego roku wspominając wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona, w którym powiązał zakończenie I wojny światowej i ustanowienie stabilnego pokoju z przywróceniem na mapę Europy suwerennego państwa polskiego. Wilson przekonywał, że Europa ma przyszłość tylko
    z Polską. Zarówno sama rocznica, jak i obecna sytuacja na naszym kontynencie skłaniają do głębszej refleksji nad przyszłością Unii Europejskiej.

    Okoliczności odzyskania niepodległości, podobnie zresztą jak jej utraty,  pokazują, jak bardzo losy naszego kraju na dobre i na złe splotły się z losami Europy. Polska może czuć się bezpieczna tylko wtedy, gdy bezpieczna jest Europa, gdy w Europie respektowane są prawa zamieszkujących ją narodów. Wynika stąd bardzo ważny wniosek: pewność, że zasada poszanowania praw społeczeństw europejskich, praw obywateli nie jest pustym dźwiękiem, będziemy mieli tylko wówczas, gdy dyskusja na temat przyszłości Unii Europejskiej będzie się toczyła z udziałem wszystkich zainteresowanych, a nie w kręgu trzech–czterech stolic. Dlatego musimy mieć ambicje większe niż tylko dryf z głównym nurtem polityki europejskiej. My musimy ten nurt współkształtować.

    Szanowni Państwo!

    Mamy w Europie różne doświadczenia z suwerennością. Bywało tak, że silniejsi narzucali swoje zdanie słabszym. Dlatego opowiadamy się za Europą opartą o zasadę: równi z równymi, wolni z wolnymi. Europą dla obywateli, bliższą ich potrzebom. Opowiadamy się za Wspólnotą, w której chrześcijańskie tradycje nie są przedmiotem ideologicznej cenzury. Chrześcijanie w Europie nie mogą odczuwać dyskomfortu, wstydzić się swojej wiary i tradycji.

    Unia Europejska może czerpać swoją siłę wyłącznie z suwerenności państw europejskich oraz z odnawianego w drodze wyborów demokratycznego mandatu. Demokratyczne wybory w państwach członkowskich to jedyne źródło demokratycznej legitymizacji procesu integracji europejskiej. Pomniejszanie roli parlamentów narodowych jest prostą receptą na kolejny kryzys integracyjny. Nawet jeśli jest to efekt niezamierzony, będący konsekwencją przyjętego w Radzie Unii Europejskiej systemu głosowania, to może on prowadzić do erozji podstawowej zasady demokratycznej: odpowiedzialności rządu za wdrażane polityki.  

     

    Można odnieść tymczasem wrażenie, że procesy wyborcze czy referenda stały się problemem dla pewnej grupy polityków europejskich. Nie są oni gotowi przyznać, że ich rezultaty w ciągu ostatnich lat coraz częściej są wyrazem kontestacji przez wyborców obecnej sytuacji w Europie. W bardzo wielu krajach europejskich mamy dzisiaj do czynienia z silnymi ruchami eurosceptycznymi, które jeszcze kilka lat temu znajdowały się na marginesie politycznym. Dzisiaj wchodzą do parlamentów, walczą o władzę, kwestionując sens obecności w Unii lub jej istnienia. Referendum brytyjskie jest tego najdobitniejszym przejawem.

    Bez trzeźwej refleksji, dlaczego w polityce europejskiej doszło do takiego zwrotu, trudno poważnie mówić o naprawie Europy.
    Nie wystarczy piętnowanie dziesiątków milionów Europejczyków
    w różnych krajach jako niedojrzałych i niebezpiecznych populistów, ani „stawianie do kąta” Polski, która ma odwagę o tym głośno mówić.
    W przypadku naszego kraju jest to niesprawiedliwe i niewłaściwe, tym bardziej, że za obecnością Polski w Unii opowiada się zdecydowana większość Polek i Polaków (aż 84 procent, według niedawnych badań opinii publicznej). Nie ma w polskim parlamencie żadnej partii opowiadającej się za opuszczeniem przez Polskę Unii. Nigdy w historii polskiego członkostwa w Unii Europejskiej nie zdarzyło się, aby głównym kandydatem do zwycięstwa w wyborach prezydenckich był polityk opowiadający się za jej opuszczeniem. Podobnie nigdy się w Polsce nie zdarzyło, aby wybory do europarlamentu wygrało stronnictwo wrogie integracji europejskiej. Tymczasem próbuje się wmówić europejskiej opinii publicznej, że Polska jest antyeuropejska, lub nawet – że grozi nam Polexit. Muszę jednoznacznie powiedzieć: nic podobnego nam nie grozi! Polska należy do Unii Europejskiej, a Unia Europejska należy także do Polski!

     

     

    Szanowne Panie i Panowie,

     

    Przyszłość Europy w dającej się przewidzieć perspektywie, to unia suwerennych, demokratycznych krajów. Do tego poglądu będziemy przekonywać naszych europejskich partnerów. Potrzebny jest więc dialog, do którego przystępujemy podkreślając przywiązanie także do republikańskich tradycji Europy. Dlatego będziemy z uwagą
    i zrozumieniem wsłuchiwać się w głosy średnich i małych państw członkowskich. Wiemy bowiem dobrze, z jakimi wyzwaniami się mierzą. Wiemy, że działając w pojedynkę zawsze ulegną presji europejskich tandemów, trójkątów lub kwadratów, że zostaną przegłosowane przez wielkich. Tymczasem dla przyszłości Unii niezbędne jest, by słyszany był głos również mniejszych krajów, by ich obywatele mieli poczucie realnego wpływu na kierunek integracji europejskiej.

     

    Polacy, tak jak inne narody Europy, potrzebują silnej Unii, pomagającej im spełniać marzenia i ambicje. Potrzebują Europy solidarnej i gwarantujące równe prawa wszystkim uczestniczącym w integracji społeczeństwom i obywatelom. By tak się stało, Unia powinna zmierzyć się czterema wyzwaniami strategicznymi: po pierwsze, musi odpowiedzieć na pytanie o zakorzenienie projektu integracyjnego w procedurach demokratycznych. Po drugie, musi zastanowić się nad swoją jednością i spójnością. Po trzecie, musi odpowiedzieć na pytanie o swoje ambicje w sferze bezpieczeństwa. Po czwarte wreszcie, musi określić, jaki model gospodarczy będzie
    w praktyce realizować.

     

     

     

    Szanowne Panie i Panowie!

    Mechanizm zarządzania procesem integracji europejskiej znalazł się
    w ślepym zaułku. Projektowi europejskiemu nie służy przesuwanie centrum decyzyjnego do elitarnych gremiów oraz spychanie na margines tych państw, które w określonych dziedzinach nie chcą lub nie mogą integrować się w narzuconym tempie. Sytuacja, w której Komisja gotowa jest oczekiwać od rządów suwerennych państw lekceważenia woli wyborców i podporządkowania się jej oczekiwaniom prowadzi do wypaczenia zasad demokracji i napędzać będzie sentymenty antyeuropejskie.

     

    Głównym organem Unii Europejskiej jest Rada Europejska, skupiająca szefów państw i rządów posiadających mandat demokratyczny od swoich społeczeństw. Przy udziale Polski podczas niedawnego szczytu w Brukseli została przyjęta Agenda Liderów, zakładająca utrzymanie Rady jako podstawowego forum dyskusji
    o naprawie funkcjonowania UE. To krok we właściwym kierunku, choć wciąż jeszcze niedostateczny. Proces decyzyjny w Unii Europejskiej musi być jak najmocniej zakorzeniony w woli wyborców. Z tego powodu opowiadamy się za wzmocnieniem roli parlamentów narodowych w unijnym procesie legislacyjnym. Upowszechnienie się większościowego systemu przyjmowania decyzji w Radzie musi być bowiem zrównoważone przez możliwość wstrzymywania inicjatyw legislacyjnych przez parlamenty narodowe, zwłaszcza w sytuacji, gdy dany rząd nie popierał tej czy innej inicjatywy, lecz został na forum Rady przegłosowany. Oprócz efektywności podejmowania decyzji potrzebujemy też zabezpieczeń przed podejmowaniem decyzji szkodliwych.

     

     

    Z całą pewnością panaceum na problemy związane z mandatem demokratycznym instytucji europejskich nie jest pomysł wyboru połowy posłów do Parlamentu Europejskiego z paneuropejskich list wyborczych. Rozwiązanie to będzie raczej zniechęcać wyborców, którzy już dziś nie chcą uczestniczyć w europejskich wyborach.

     

    Szanowni Państwo,

    Debata na temat przyszłości UE wymaga spokoju i rzeczowej dyskusji z udziałem wszystkich zainteresowanych państw. Stawianie kogokolwiek przed wyborem – albo zaakceptujecie nasze pomysły, albo pójdziemy swoją drogą – nie sprzyja jedności, która jest wartością, co do której zgodziliśmy się w Bratysławie. Punktem wyjścia we wszystkich ważnych dyskusjach powinno być dążenie do konsensu, które pozwala uwzględnić różne perspektywy i wrażliwości – tym samym ożywia integrację europejską i wzmacnia jej legitymizację. Zaczynanie dyskusji od propozycji współpracy
    w wąskim gronie to prosta droga do rozpadu UE.

     

    To prawda, że Unia nawet dzisiaj nie jest monolitem. Mamy przecież do czynienia ze krajami, które należą do strefy Schengen i tymi, które pozostają poza nią. Mamy kraje posługujące się euro i państwa korzystające z walut narodowych. Warto jednak odnotować jeszcze jedną linię podziału: pęknięcie idące w poprzek naszego kontynentu. Granicę tę wyznaczają nierówności wynikające z dopłat w ramach wspólnej polityki rolnej, wręcz protekcjonizm na rynku wspólnotowym, różne standardy tych samych towarów, zwłaszcza żywności, ograniczenia wynikające z braku wspólnego rynku usług
    i rynku cyfrowego.

     

     

    Nie jest dla nikogo sekretem, że pośród krajów dotkniętych tymi rozwiązaniami znajdują się nowe państwa członkowskie – kraje dynamiczne, ale nadal nadrabiające zaległości rozwojowe. Można odnieść wrażenie, że mimo polityki spójności, z której wszyscy korzystamy, dystans rozwojowy między Europą Środkową
    i Zachodnią ma być utrzymany. Tam, gdzie za sprawą niższych kosztów i dłuższego czasu pracy, przedsiębiorczości, niższych podatków, zaczynamy osiągać przewagę, natychmiast pojawia się pomysł, by te przewagi konkurencyjne wyeliminować.

     

    Postęp integracji nie może prowadzić do wykluczenia. Jeśli będą powstawać obszary pogłębionej integracji w węższej grupie państw, to muszą one pozostać otwarte dla innych, którzy zechcą się do nich przyłączyć później. Ten krok musi być przedmiotem wyłącznie ich własnej decyzji, a nie politycznej kalkulacji tych, którzy do pogłębionej współpracy przystąpili wcześniej. Bez spełnienia tego warunku będziemy mieli do czynienia z osłabieniem naszej wspólnoty, a może nawet z jej dezintegracją. O jedność Europy trzeba dbać realnie usuwając istniejące już podziały, a nie tworząc nowe.

     

    Szanowni Państwo,

    W sprawie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego szefowie rządów zgodzili się już w Bratysławie, że musimy jako Europa zrobić więcej. Polska podziela to przekonanie. Jesteśmy o krok od wzmocnienia naszej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa
    i obrony. Tylko od naszej wyobraźni zależy, czy będzie to krok realny, oparty o uznanie wszystkich europejskich potrzeb bezpieczeństwa, czy też wąski projekt służący tylko małej grupie państw.

     

     

     

    Chcemy Unii Europejskiej, która będzie zdolna do skutecznego reagowania na kryzysy w jej sąsiedztwie. Tak zwana autonomia strategiczna UE nie może jednak prowadzić do osłabiania europejskiego wkładu w potencjał odstraszania i obrony NATO.
    Nie widzimy bowiem obecnie alternatywy dla gwarancji bezpieczeństwa wynikających z naszego członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim. Autonomia strategiczna nie powinna oznaczać dystansowania się od naszego głównego sojusznika w zakresie bezpieczeństwa, jakim są Stany Zjednoczone. Dlatego Polska opowiada się za harmonizacją wysiłków na rzecz reformy wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony UE oraz niezbędnej adaptacji NATO do nowej, skomplikowanej sytuacji bezpieczeństwa – zarówno na wschodzie, jak i na południu.

     

    Odnosząc się z zainteresowaniem do PESCO – Stałej Współpracy Strukturalnej – chcemy zaznaczyć fundamentalną prawdę, że realizacja tej inicjatywy będzie możliwa w znacznej mierze dzięki sojuszniczemu wysiłkowi na flance wschodniej i zabezpieczeniu jej przed potencjalną agresją. Ćwierć wieku temu Unia Europejska nie miała takiej głębi strategicznej. Jeśli dzisiaj kraje europejskie mogą myśleć o aktywnej polityce bezpieczeństwa w stosunku do sąsiedztwa południowego, to wynika to w znacznej mierze z odpowiedzialnej
    i dalekowzrocznej polityki takich krajów jak Polska.

     

     

     

     

     

    Szanowni Państwo,

    Mówiąc o przyszłości Unii Europejskiej, nie mogę pominąć kwestii gospodarczych. Dla Polski silna, konkurencyjna i innowacyjna gospodarka Europy to sprawa o kluczowym znaczeniu. Sukcesy gospodarcze ostatnich lat były w niemałej mierze powiązane
    z możliwością prowadzenia wymiany na wspólnym rynku
    i korzystania ze wsparcia wspólnych polityk. Polska bardzo dobrze wykorzystała szansę związaną z członkostwem. Unia musi być obszarem przyjaznym dla rozwoju gospodarek. Dlatego wspólnie powinniśmy się sprzeciwiać tendencjom podtrzymującym lub pogłębiającym zróżnicowanie rozwojowe Unii. Niepokoją nas tendencje protekcjonistyczne, podszyte nacjonalizmem ekonomicznym, widoczne w niektórych państwach członkowskich.

    Unii nie uzdrowi większa liczba regulacji, harmonizacja wynagrodzeń czy polityki społecznej. Nie uzdrowią Europy nowe europejskie podatki – transakcyjne, środowiskowe bądź klimatyczne – którymi będziemy finansować kolejne centralne instytucje, jakie mielibyśmy powołać obok 30, które już mamy. Europie nie pomoże protekcjonizm na rynku wewnętrznym i wojny handlowe z partnerami globalnymi, prowadzone pod pozorem podatków węglowych.

    Rozwój UE nie może być kształtowany pod potrzeby mniej konkurencyjnych gospodarek i niewydolnych rynków pracy, by niektóre państwa mogły jeszcze dłużej funkcjonować bez reform strukturalnych. „Europa, która chroni” nie może być furtką służącą do wprowadzania regulacji, które uderzają w ludzi gotowych ciężko pracować, choć pochodzących z innych państw. Europę uratuje odbudowa konkurencyjności, konsekwentne utrwalanie jednolitego rynku, efektywne zarządzanie migracją na naszych granicach zewnętrznych i realizm, który pozwoli na to, by każde państwo członkowskie czuło się w UE po prostu dobrze.

     

    Jesteśmy gotowi do dyskusji na temat przyszłości Unii. Nie uchylamy się także od rozmowy na temat zmian traktatowych, gdyby okazało się, że będą prowadzić do uzdrowienia sytuacji.

     

    W tym kontekście chciałabym wspomnieć o integracji w strefie euro. Kryzys tej strefy nie był naszym udziałem, gdyż nie jesteśmy jeszcze jej członkiem. Cieszymy się jednak, że kondycja strefy euro się poprawia, że strefa wychodzi z kłopotów. Na tę grupę krajów przypadają dwie trzecie polskiej wymiany handlowej z zagranicą, nie możemy zatem odnosić się obojętnie do sytuacji wspólnej waluty. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć o długotrwałych społecznych skutkach tego kryzysu. Wprawdzie wskaźniki ekonomiczne się poprawiają, ale wizerunek euro bardzo ucierpiał.

     

    Przystępując do Unii Polska zobowiązała się wprowadzić euro, jednak w obliczu wielu znaków zapytania dotyczących jego funkcjonowania krok taki byłby obecnie przedwczesny. Polacy powinni przekonać się, że będzie to służyć ich interesom gospodarczym, że ich głos
    w kształtowaniu warunków europejskiej konkurencji się liczy, że mają wpływ na tę debatę. Dla wszystkich powinno najpierw stać się oczywiste, że Polska będzie się z euro rozwijała szybciej niż obecnie.

     

    Jeśli chodzi o kwestie migracji, jesteśmy już umówieni na szersze działania wobec państw pochodzenia migracji i tranzytu. Polska już dziś realizuje szersze zaangażowanie w regionie Bliskiego Wschodu i jest gotowa poprzeć ambitne europejskie zaangażowanie
    w politykę rozwojową, inwestycyjną, we wspieranie reform tych państw.

    Szanowni Państwo,

    Europa będzie silna, jeśli zdoła oprzeć się na sile państw członkowskich; jeśli nasi obywatele zobaczą pozytywne powody, by być częścią Wspólnoty. Kształtowanie przyszłości 28 państw oraz 500 milionów obywateli pod kątem wąskich potrzeb tylko jednej grupy to cofanie historii ostatnich rozszerzeń, to scenariusz porażki.

    Wiara Polek i Polaków w wartości wyrażane w pojęciu „Rzecz-pospolita” pozwoliła odrodzić polską państwowość i przyczyniła się do przezwyciężenia sztucznego podziału Europy, będącego skutkiem decyzji podejmowanych ponad głowami narodów i z pogwałceniem ich suwerenności. Znamy cenę tego sukcesu, ciężko na niego pracowaliśmy i chcemy pracować nadal. Będziemy odważni
    i konsekwentni w głoszeniu naszej wizji Unii Europejskiej i w obronie naszych interesów w Europie!

     

    Życzę Państwu udanych obrad.

     

    Dziękuję za uwagę!  "

     

     

    4800

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: